« Strona Główna - Warszawa

Swanee River czas zacząć

Źródło: http://szwarcman.blog.polityka.pl/?p=193

Usmialam sie dostajac do rak te ksiazeczke. I tak, jak czesto tu na blogu zastanawiam sie, do czego nam sluzy ukladanie wierszykow, to i teraz sie zastanowilam, dlaczego wlasciwie wszystkim chyba znany Marek Gaszynski, ktorego glownie kojarzymy z popem czy, jak to sie wowczas mowilo, bigbitem, postanowil napisać trzynastozgloskowcem ni mniej, ni wiecej, tylko historie poczatkow polskiego jazzu?

Nie zawsze jest to trzynastozgloskowiec regularny, czasem zmienia rytm, czasem powieksza sie do czternastu zglosek. Autor twierdzi: “Chcialbym, by ten dlugi wiersz, wzorowany na wielkiej poezji mistrza Adama, byl czyms innym niz tylko opowiescia o jazzie tamtych lat, by byl on samodzielnym utworem jazzowym”.

Nie bardzo wiem, gdzie tu widzieć analogie z utworem jazzowym, ale coz, licentia poetica. Nie jest to oczywiscie, jak sie mozna spodziewać, poezja najwyzszego lotu, przypomina miejscami wierszydla pisywane przez uczniow w szkole, ale co jest w niej zajmujace, to obraz opisywanych lat, pamietanych przez bardzo mlodego wowczas autora, dla ktorego jazz byl pierwsza miloscia. I choć te milosć zdradzil, to - czy o poczatkach polskiego rocka napisalby poemat Pan Tadeusz Rock? Pewnie nie.

Pan Tadeusz Jazz opieral sie poczatkowo na pomysle kalki z Mickiewiczowskiego Pana Tadeusza, z cytatami wlacznie (”Wlasnie dwukonna bryka wjechal mlody panek…”), a bohater tytulowy - to mlody warszawski jazzman, ktory w 1946 r. wraca do Polski z Londynu i wpada zaraz w epoke socrealizmu i zejsciu jazzu do podziemia. W pierwszym roku postalinowskiej odwilzy (1954) bohater trafia do orkiestry Jana Cajmera, a jezdzac z nia po kraju zarabia na bikiniarskie ciuchy:

“Krawat jest najwazniejszy - krawat klimat czyni./Moze palma wysoka lub atol Bikini?/Koszula kolorowa, okragly kolnierzyk -/ta ladnie dopasowana, znaczy dobrze lezy./Szeroka marynara z samodzialu, z welny,/rekaw troche przykrotki, lecz kroj ramion pelny/i skarpetki w krateczke - tego nie ominiesz!/Teraz buty zamszowe - na grubej sloninie. (…) Fryzura to plereza albo mandolina,/ma taka Gerard Phillipe, to bozyszcze kina”.

“Swanee River czas zaczać - Roman Waschko rusza,/z teatru na ten wieczor pozyczyl kontusza./Kuryl wasa podkreca, juz reke podnosi,/tuz obok zona Wanda, ja do pary prosi./ I marsz sunie dostojnie, nowoorleanski,/bo hymnem Jazz Jamboree jest amerykanski/temat Stephena Fostera, dawny, ludowy;/Tyrmand go gdzies odnalazl, przywrocil jazzowi”.

Ale juz naciera rock and roll (1959) i zarazaja sie nim tez jazzmeni. “Nawet Krzysztof Komeda, sam mistrz modern jazzu,/juz w roku piećdziesiatym siodmym mial od razu/dla rock and rolla miejsce u siebie w programie./Razzle Dazzle gral w tempie szybkim nieslychanie,/potem See You Later i Rock, Rock Everybody/i - jak mawial pan portier - zaczely sie schody,/bo potem, na koncertach jazzowych Komeda/gra Bacha, ludzie rocka chca, no i bieda./(…) Tyrmand to czlowiek madry; pojal nalezycie,/ze rock, to jest zjawisko, ktore niesie zycie”. I na roku 1960 ksiazka sie urywa. Dlaczego? Bo potem to juz byl inny swiat…

Mysle , ze przyblizanie w takiej formie historii i poczatkow polskiego jazzu jest doskonalym przyczynkiem do zainteresowania czytelnika tematem . Dlugie dysertacje z poczatku moga zrazać . Wdzieczne strofy pobudzaja wyobraxnie , zmuszaja do siegniecia do xrodel . Pozdrawiam …

Pewnie niewie... Czytaj dalej »

Oceń wpis: